16 - 11 - 2016

Jakub Tryc: Udało mi się wyprzedzić zawodowców

Reklama

Jest jednym z najlepszych sportowców w naszym powiecie. Jakub Tryc regularnie staje na podium wyścigów organizowanych w ramach Poland Bike Maraton, a w tym sezonie po raz pierwszy wygrał klasyfikację generalną tej imprezy. Jak funkcjonuje młody kolarz z Łochowa, jak środowisko reaguje na jego sukcesy i jakie ma plany?

 

Paweł Gołaszewski: Dlaczego wybrałeś kolarstwo?

 

Jakub Tryc: W moim pierwszym wyścigu, który odbył się w Łochowie od razu zająłem trzecie miejsce i zgarnąłem medal. Spodobało mi się to i zacząłem z każdym tygodniem coraz intensywniej trenować. W tym samym czasie grałem również w piłkę nożną w ŁKS Łochów, ale nie miałem wystarczająco talentu i umiejętności, aby poważniej zaistnieć. Wydaje mi się, że do kolarstwa mam trochę lepszy dryg.

 

Z kim trenujesz? Sam układasz plany na tygodnie i miesiące?

 

Jeżdżę sam lub z kolegami z łochowskiego Wertepowca. Najlepszym i prawdziwym moim trenerem jest mój tata, z którym spędzam większość moich jednostek treningowych. On również układa mój plan. Można powiedzieć, że jest takim pilotem mojej przygody z kolarstwem, bo o karierze to jeszcze za wcześnie mówić.

 

Tata jest bardziej trenerem czy menedżerem?

 

Łączy doskonale obie te funkcje. Układa plan treningowy, motywuje, dba o moje odżywianie, dowozi na starty. Oczywiście, że pomaga dobrać odpowiednią taktykę na wyścig, a podczas rajdów jest na trasie i udziela wskazówek. Czasami podaje też bidony, jeśli są wyścigi szosowe. Dba też o mój sprzęt pod względem technicznym.

 

Wspomniałeś o odżywianiu – tata musi cię dopilnować czy sam trzymasz dietę?

 

Jedzenie to bardzo ważna sprawa w życiu każdego sportowca i sam staram się tego pilnować. Zwracam uwagę na to co, ile i kiedy jem. Doskonałym moim dietetykiem jest mama, która przygotowuje mi posiłki. Tata czasami doradza, co byłoby lepsze danego dnia czy przed konkretnym wyścigiem, a mama to po prostu realizuje. W sumie można powiedzieć, że moje kolarstwo to zabawa dla całej rodziny.

 

Kolarstwo to dyscyplina, którą można uprawiać tylko wtedy, kiedy jest ładna pogoda?

 

Niekoniecznie, wiele wyścigów odbywa się w deszczu i błocie. Jeśli chodzi o zimę, to staram się utrzymać formę, pracując na trenażerze, w siłowni oraz biegając. Oczywiście, kiedy choć trochę pogoda sprzyja warunkom, aby wyjść na dwór na rower to nie mam nawet chwili wątpliwości i ruszam w trasę. W tym roku miałem jeden miesiąc wolnego, bo po ostatnich zawodach miałem przymusową przerwę.

 

Co się stało?

 

Podczas wyścigu miałem bóle w klatce piersiowej i musiałem zejść z trasy. Pogotowie zabrało mnie do szpitala, gdzie spędziłem tydzień i przeszedłem wszystkie badania. Na szczęście wyniki były dobre i po miesięcznym odpoczynku wróciłem do pedałowania.

 

W tym sezonie wygrałeś 7 wyścigów w Poland Bike Maraton, co dało ci zwycięstwo w klasyfikacji końcowej. Jakie to uczucie? Jesteś jednym z niewielu kolarzy z Łochowa, którym to się udało.

 

Tak, przede mną był Adrian Kucharek, który kilka lat temu triumfował w tym cyklu wyścigów. Jestem bardzo zadowolony, że udało mi się postawić pierwszy krok do poważniejszego kolarstwa, ale uważam że stać mnie na wiele więcej. To jest sukces, ale nie przesadzajmy – nie jest ogromny. W przyszłości zamierzam startować w wyścigach o znacznie poważniejszej randze i wtedy się okaże, w jakim miejscu jestem i jak dużo brakuje mi do najlepszych w Polsce. Chciałbym również zmienić MTB na szosę.

 

W kilku wyścigach na szosie już wystartowałeś. Jak wrażenia?

 

Tak, to prawda. Poszło mi całkiem nieźle. W Warszawie ścigałem się dwukrotnie w memoriale Stanisława Królaka – za pierwszym razem zaliczyłem kraksę, natomiast za drugim zająłem czwarte miejsce. Moim celem jest również więcej startów w tzw. czasówkach. Już kilkukrotnie próbowałem tam swoich sił, np. w prologu wyścigu dookoła Mazowsza, gdzie zająłem drugie miejsce na odcinku 2,5 kilometra. Startowałem jako amator, a przed nami startowali zawodowcy. Mogę się pochwalić, że udało mi się kilku zawodowców wyprzedzić.

 

Z kim regularnie współpracujesz oprócz taty?

 

Jestem w stałym kontakcie  z naszymi starszymi kolarzami z Wertepowca. Często wymieniam również uwagi z Adrianem Kucharkiem, który jak na razie najwięcej z nas wszystkich osiągnął i wygrał. Moim mentorem jest również pan Leszek Wójcik, który też udziela wielu wskazówek, podpowiada i doradza w wielu kwestiach. Jestem również wdzięczny Kamilowi Goduniowi, który udostępnił mi swój sprzęt i w dużej mierze dzięki temu miałem tak dobre wyniki.

 

Koledzy z klubu i ze szkoły nie zazdroszczą sukcesów?

 

Niektórzy chyba trochę tak, ale mam nadzieję, że i oni kiedyś będą mieli swoje pięć minut (śmiech). W szkole koledzy raczej cieszą się, że mają takiego kolegę. Oczywiście szydera jest, jak wszędzie, ale wszystko w granicach normy.Raczej mogę liczyć na ich wsparcie niż rzucanie kłód pod nogi.

 

Jakie cele stawiasz sobie na kolejne miesiące?

 

Chciałbym przejść do lepszego klubu i startować jeszcze w większej liczbie wyścigów. Celem nadrzędnym jest oczywiście cały czas poprawa swoich umiejętności i wyników, które mogą być jeszcze lepsze. Liczę, że będę mógł startować jeszcze częściej na szosie niż w MTB, bo to jest właśnie moje marzenie, aby zaistnieć w kolarstwie szosowym, a nie górskim.

 

Jak można poprawić wyniki, jak się wszystko wygrywa i regularnie staje na podium?

 

Tak, ale to w Poland Bike. Teraz przede mną ważny rok. Przechodzę do starszej kategorii wiekowej, gdzie będę jeździł z rywalami z rocznika 1999, czyli o rok starszymi. Wydaje mi się, że tu już nie będzie tak łatwo, jak w poprzednim sezonie. To dla mnie wielkie wyzwanie, bo w tej kategorii jest kilku naprawdę mocnych zawodników i będzie się z kim ścigać.

 

Wspomniałeś również o transferze. Możesz zdradzić nam coś więcej?

 

Na razie to tylko przymiarki. Porozmawiamy jak dojdzie do konkretów.

 

Kto odpowiada za ten transfer? Ty czy tata?

 

Obaj. Dużo rozmawiamy, analizujemy, dzwonimy, badamy środowisko. Zainteresowanie moją osobą jest i tego nie można ukrywać, ale do wszystkiego podchodzimy bardzo spokojnie.

 

Dużo własnych pieniędzy musiałeś włożyć w swój rozwój kolarski?

 

Bardzo pomaga nam klub, który daje nam fundusze na starty i często na sprzęt. Wertepowiec to klub nastawiony na młodzież i bardzo nam to pomaga.

 

Żadne stypendium nie wchodzi w grę?

 

Nie, absolutnie nie. To klub amatorski i nikt nie będzie nikomu płacił za starty w śmiesznych wyścigach.

 

To kiedy planujesz zacząć coś zarabiać i dokładać coś do budżetu domowego?

 

Jeszcze parę lat. Naprawdę trudno mi o tym rozmawiać. Chciałbym zostać profesjonalnym kolarzem, ale na razie skupiam się na ciężkich treningach i pracy nad sobą. Tylko w ten sposób ktoś kiedyś może mnie gdzieś zauważyć i zaufać.

 

A jeśli nie kolarstwo to co planujesz robić w przyszłości?

 

Cały czas się uczę i skupiam się na szkole. Nauka jest najważniejsza.

 

Burmistrz Łochowa ma w zwyczaju zapraszanie sportowców z sukcesami na rozmowy. Byłeś już?

 

Jeszcze nie, ale cały czas czekam (śmiech).

 

Oprócz jazdy na rowerze, również grasz w unihokeja w łochowskiej Olimpii.

 

Tak, lubię to robić. Może super mi to nie wychodzi, ale jest to dla mnie również dobra odskocznia od roweru i życia codziennego. W tamtym sezonie zdobyliśmy brąz w mistrzostwach Polski, więc to też o czymś świadczy.

 

Jeśli masz do wyboru wyścig i dwumecz w unihokeja to na co stawiasz?

 

Staram się wtedy pogodzić oba sporty. Jeśli wyścig jest w sobotę to oczywiście jadę na niego i w unihokeja gram w meczu niedzielnym. Trener też mnie doskonale rozumie i nie mamy problemów, aby godzić obie dyscypliny.

 

Na koniec zapytam o twoją popularność w Łochowie. Dziewczyny ze szkoły już cię proszą o numer telefonu i pozowanie do zdjęć?

 

Oczywiście, że tak (śmiech). Nie no, a tak na poważnie to na razie kolarstwo nie jest w Łochowie zbyt popularną dyscypliną. To jest mój pierwszy wywiad, nikt się tym specjalnie nie interesuje. Fajnie czasami o sobie coś przeczytać w internecie, ale bez przesady. Robię swoje i nie nastawiam się na jakieś bezsensowne gwiazdorzenie.

 

Rozmawiał Paweł Gołaszewski

Mateusz Majewski

WARTO ZOBACZYĆ

W minionym tygodniu na drogach powiatu węgrowskiego było dość niebezpiecznie. Głównym sprawcą był… alkohol. Policjanci apelują o ostrożność i rozwagę.     Do pierwszego zdarzenia [...]

5 grudnia na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Z tej okazji Stowarzyszenie „ JACY? TACY?”, związane z niepełnosprawnością, zorganizowało 4 grudnia na sali [...]

O społecznym niezadowoleniu związanym z budową wiaduktu zamiast tunelu w Łochowie opowiedział burmistrz, Robert Gołaszewski.   Mateusz Majewski: Panie burmistrzu, w ostatnim czasie pojawiły [...]

Pod koniec listopada w sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego w Węgrowie odbyła się debata społeczna związana z bezpieczeństwem powiatu węgrowskiego. Podczas cyklicznego spotkania [...]