16 - 01 - 2017

Jeśli siła, to siła argumentu

Reklama

O początkach w samorządzie, szybkiej karierze, kłótniach podczas sesji, a także planach na przyszłość w obszernym wywiadzie opowiedział nam Jacek Antoński, Przewodniczący Rady Miejskiej Węgrowa.

Fragmenty rozmowy: 

Mateusz Majewski: Cofnijmy się w czasie. Jest 2014 rok, otrzymuje Pan propozycję kandydowania do Rady Miejskiej z listy KWW „Zgoda dla Węgrowa”. Jak wyglądała Pana reakcja? Wcześniej próżno było Pana szukać w samorządzie.

Jacek Antoński: Zawsze, kiedy zaczyna się coś nowego, wcześniej musi pojawić się impuls, chociaż dla mnie decyzja o wystartowaniu w wyborach samorządowych nie była łatwa. Tym impulsem, o którym wspomniałem, była propozycja ze strony ówczesnego burmistrza, Jarosława Grendy. Po rozmowach udało mu się namówić mnie do współpracy i pracy w samorządzie. Tak jak pan zauważył, nigdy wcześniej moje nazwisko w takiej roli się nie pojawiało, ale myślę, że w życiu każdego z nas przychodzi taki moment, kiedy chce się coś zrobić dla innych, a nie tylko żyć własnym życiem. Każdy powinien służyć swoim doświadczeniem, pomocą i radą. Tak to się zaczęło.

Mimo że był to Pana samorządowy debiut, od razu zasiadł Pan przy stole prezydialnym. Jak to się stało? A może już od początku ambicja „popychała” Pana w tym kierunku?

Myślę, że kluczem do wszystkiego jest zaufanie, jakim obdarzyli mnie radni. Moja ambicja nie odgrywała tu żadnej roli, bo wolę skupić się na pracy, a nie na zabieganiu o stanowiska. To, że tak szybko zasiadłem przy stole prezydialnym, było dla mnie wyrazem zaufania. Ci, którzy wybierali, uznali, że będę się nadawał. Kredyt zaufania jest na tyle duży, że teraz trzeba rzetelnie pracować w ten sposób, żeby utwierdzić radnych w przekonaniu, że podjęli słuszną decyzję.

(…)

Muszę przyznać, że nasza węgrowska rada jest bardzo specyficzna. Podczas każdej sesji emocje sięgają zenitu, a radnym czasem puszczają nerwy. Mam wrażenie, że z sesji na sesję atmosfera stale się zagęszcza i niestety coraz częściej powaga obrad jest zaburzana. Trudno nad tym zapanować?

To jest właśnie kwestia ważenia słów i udzielania głosu. Moim zdaniem radny składając ślubowanie na początku kadencji, zobowiązuje się do zachowania pewnego poziomu. Wydaje mi się, że pewne zachowania radnym nie przystoją i tak jak już mówiłem, należy walczyć nie siłą głosu, a siłą argumentu. Teraz powinniśmy rozważyć czy wszystkie kłótnie, które rozpętały się chociażby na ostatniej sesji były na miejscu? Te wszystkie sprawy można było omówić wcześniej. Sesja powinna być poważnym wydarzeniem i patrząc na ostatnie obrady mam wrażenie, że niektórym radnym przydałoby się przed zabraniem głosu policzyć w myślach do pięciu, albo wziąć głębszy oddech.

Nawiążę do naszej żywej legendy, radnego Andrzeja Grabka, bez którego ciężko wyobrazić sobie węgrowski samorząd. Jak Pan ocenia jego styl pracy?

Trzeba przyznać, że pan Andrzej Grabek to bardzo barwna postać i jest w naszym samorządzie praktycznie od początku jego istnienia. Radny Grabek ma swój sposób przekazywania pewnych spraw i jak wszyscy wiemy, jest to dość specyficzny sposób, który nie każdemu odpowiada. Słowa wypowiadane przez radnego wywołują częsty bunt oraz ostre reakcje i odpowiedzi. W głowie mam jedno stwierdzenie pana Grabka, które wypowiedział na samym początku kadencji, a dla mnie stało się niejako podstawą działalności samorządowej. Pan radny powiedział wówczas: „odrzućmy to, co nas dzieli, a poszukajmy tego, co nas łączy”. To bardzo mądre zdanie, tylko niestety w pewnym momencie pan radny zrezygnował ze stosowania tej zasady. Nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów, a wytykanie innym tylko i wyłącznie błędów nie jest zbyt dobrą cechą.

(…)

Zmierzając ku końcowi, zapytam jeszcze o Pana ambicje i dalsze plany. Czas biegnie nieubłaganie, a do wyborów już coraz bliżej. W jakim miejscu widzi się Pan za dwa lata?

Myślę, że nie jest to kwestia ambicji tylko kwestia tego, co uda się przez najbliższe dwa lata zrobić. Dwa lata temu obiecaliśmy coś mieszkańcom i trzeba to doprowadzić do końca. Pytanie czy się uda? Jest ciężko, bo patrząc na problemy zgłaszane przez mieszkańców, to cały czas coś się dzieję i cały czas trzeba inwestować także w bieżące remonty i naprawy. Czeka nas wiele wyzwań, między innymi przeprowadzenie reformy oświatowej. Ciężko mi powiedzieć, co będzie za dwa lata, ale na pewno przez najbliższe miesiące chcę jak najlepiej wywiązywać się ze swoich obowiązków, bo do tego jestem zobligowany.

Pełna wersja wywiadu do przeczytania w aktualnym wydaniu Głosu Węgrowa i Okolic Nr 1/2017 z 10 stycznia oraz w e-wydaniu.

Mateusz Majewski

WARTO ZOBACZYĆ

Pod koniec kwietnia w Węgrowie zmieniła się firma wywożąca odpady. Wszyscy pamiętamy zamieszanie, jakie panowało na węgrowskich osiedlach – śmieci walały się w okolicy śmietników, [...]

Kolizje i wypadki

13.08.2017

W ostatnich dniach policjanci odnotowali kilka zdarzeń drogowych.  7 sierpnia w Węgrowie na skrzyżowaniu ulic Piłsudskiego i Stadionowej 40-letnia kierująca fordem nie ustąpiła pierwszeństwa [...]

16 sierpnia w godzinach 10:00- 12:00 w Węgrowie nad Zalewem odbędą się pokazy ratownictwa wodnego i sprzętu pożarniczego, ćwiczenia z udzielania pierwszej pomocy oraz prelekcja na temat zasad [...]