10 - 01 - 2018

Maria Koc: Ciężko wyprowadzić mnie z równowagi

Reklama 

O zmianach w rządzie, ordynacji wyborczej, konieczności wprowadzenia dwukadencyjności dla wójtów i burmistrzów oraz o kontrowersyjnym głosowaniu, po którym zarzucano jej złamanie prawa porozmawialiśmy z Wicemarszałek Senatu RP, Marią Koc.

 

Mateusz Majewski: Zacznijmy od zmiany, która wiele tygodni emocjonowała Polaków. Na czele rządu stanął premier Mateusz Morawiecki. Jak Pani ocena ten ruch? Beata Szydło źle wywiązywała się ze swoich obowiązków?
Maria Koc: Pani premier Beata Szydło była bardzo dobrym premierem. Jest to kompetentna i odważna kobieta, która stawiała czoło wszelkim trudnościom. Dwa lata rządów pod kierownictwem premier Beaty Szydło to były dwa lata sukcesów gospodarczych oraz społecznych. Zaraz po wyborach parlamentarnych zaczęliśmy realizować nasz program społeczny, po to, aby Polacy odczuli, że są podmiotem naszych starań. Wsparcie dla rodzin, Program 500 +, obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie pensji minimalnej i stawki godzinowej, to tylko część działań z zakresu polityki społecznej, które przeprowadziliśmy. Dzięki Programowi 500+ zniknęło ubóstwo w Polsce i znacząco zmalała liczba osób korzystających z opieki społecznej. Pragnę tylko przypomnieć, że od początku funkcjonowania Programu 500+ do końca 2017 roku wypłacono polskim rodzinom 40 mld zł. Tylko w powiecie węgrowskim w ubiegłym roku do rodzin trafiło ponad 49 mln zł z tego tytułu. Opozycja wieszczyła, że przez Program 500+ zawali się budżet państwa. Nic takiego się nie stało. Budżet ma się bardzo dobrze, wpływy zwiększyły się o kilkadziesiąt miliardów bez podnoszenia podatków, deficyt finansów publicznych jest rekordowo mały, spada zadłużenie państwa. Gospodarka rozwija się w szybkim tempie, spółki skarbu państwa przynoszą rekordowe dochody, choć za poprzednich rządów większość z nich przynosiła straty. Zrobiliśmy wiele, ale przed nami kolejne wyzwania. Aby im sprostać, dokonaliśmy zmiany na stanowisku premiera po dwóch latach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Może nie przez wszystkich ta zmiana była zrozumiała, ale myślę, że czasem trzeba zrobić jeszcze większy krok do przodu. Wybierając Mateusza Morawieckiego na premiera postawiliśmy na gospodarkę, uporządkowanie systemu finansów publicznych i rozwój cywilizacyjny. Premier Beata Szydło została przewodniczącą Komitetu Społecznego Rady Ministrów, co świadczy że polityka społeczna nadal będzie realizowana przez nas bardzo ambitnie. Aby jednak było to możliwe, chcemy doprowadzić do jeszcze większego wzrostu gospodarczego.

 

Chociażby zapowiadane obniżenie podatków?
Owszem, widzimy taką potrzebę. Deklarowaliśmy, że obniżenie podatków nastąpi, ale żeby mogło tak się stać, trzeba uporządkować system finansów publicznych, trzeba jeszcze bardziej uszczelnić system podatkowy i rozruszać gospodarkę. Wtedy będzie dobry czas na to, żeby podnieść kwotę wolną od podatku i obniżyć stawki podatków. Stąd ta zmiana. Nowy premier na nowe wyzwania. Przed nami kolejne dwa lata ciężkiej pracy, gdzie polityka społeczna będzie realizowana na tym samym wysokim poziomie, a jeszcze większy nacisk położony będzie na gospodarkę. Już pierwsze działania pana premiera wskazują, że ma pomysł na rządzenie państwem i ma bardzo ambitne projekty do zaproponowania Polakom, chociażby Polska Grupa Lotnicza, którą pan premier powołał w pierwszych dniach swoich rządów, a na której czele stanął prezes PLL LOT Andrzej Mielczarski. Spółka będzie odpowiedzialna za stworzenie warunków do budowy Centralnego Portu Lotniczego między Warszawą, a Łodzią. Ta inwestycja stanie się kołem napędowym polskiej gospodarki. Podobnych projektów będzie więcej. O tym Morawiecki mówił w swoim expose.

 

Społeczeństwu często osoby z tych władz na „szczycie” wydają się obce i odległe. Wiem, że Pani ma dobre relacje z nowym premierem i rozmawiała z nim Pani niejednokrotnie o Węgrowie, chociażby w kwestii związanej z budową nowej siedziby Urzędu Skarbowego. Jaki jest premier Morawiecki prywatnie?
Nawet wczoraj miałam okazję rozmawiać z panem premierem telefonicznie, oddzwonił do mnie po 21, dodając, że to jest dopiero środek jego dnia pracy. Premier Mateusz Morawiecki to człowiek bardzo kompetentny i merytoryczny, jednocześnie bardzo otwarty i życzliwy. Miałam okazję spotykać się z nim kilkakrotnie, rozmawialiśmy o wspomnianej już budowie nowego Urzędu Skarbowego w Węgrowie, o środkach na budowę strażnicy Państwowej Straży Pożarnej w naszym mieście i moje argumenty zostały przyjęte. Pan premier przyznał, że także widzi konieczność tych inwestycji i je wspiera. Spotkaliśmy się także kiedy zabiegałam o środki na rewitalizację Klasztoru w Węgrowie, bo środki transgraniczne są w gestii Ministerstwa Rozwoju. Trzeba rozmawiać o projektach, które chce się zrealizować na swoim terenie. Trzeba szukać sojuszników. Jeżeli chodzi więc o to, jaki jest premier Morawiecki, to ja spotykam się zawsze z wielką otwartością i gotowością do pomocy. Jeszcze zanim pan Morawiecki został premierem, zapraszałam go do Węgrowa i do Mińska Mazowieckiego. Przyjął zaproszenie i być może na przełomie stycznia i lutego odwiedzi naszych mieszkańców.

 

Czyli jest szansa, że mieszkańcy będą mogli poznać nowego premiera osobiście?
Oczywiście. Zapewniam, że jest to bardzo życzliwy, mądry i otwarty człowiek. Przede wszystkim jest to człowiek ideowy, który wychowany jest w rodzinie patriotycznej i sam wielokrotnie w swoim życiu udowadniał, że kocha Polskę i to Polska jest dla niego najważniejsza.

Cofnę się o kilka tygodni, bo podobnie jak rok wcześniej, także i teraz końcówka roku była politycznie gorąca. Dużą część debaty publicznej w mediach poświęcano planowanym zmianom w ordynacji wyborczej i sposobie przeprowadzania wyborów. Sytuacja zmieniała się bardzo dynamicznie i kiedy wydawało się, że społeczeństwo może żegnać się z JOW-ami, pojawiało ponad 100 poprawek. Ostatecznie w przyszłych wyborach samorządowych jednomandatowe okręgi wyborcze pozostaną w gminach do 20 tys. mieszkańców, a także wprowadzona zostanie dwukadencyjność. Jak Pani się zapatruje na te zmiany? Władza na maksymalnie 10 lat to dobry pomysł?

Zmiany w ordynacji wyborczej były potrzebne, bo byliśmy świadkami wielu nieprawidłowości zwłaszcza w wyborach samorządowych. Chociażby ilość nieważnych głosów do sejmików wojewódzkich była zatrważająca. Przez wiele miesięcy, a nawet lat po wyborach PKW nie podawała całościowych wyników tych wyborów. O wielu nieprawidłowościach alarmowali członkowie komisji i mężowie zaufania. Trzeba było to zmienić, zaproponować przepisy bardziej przejrzyste i uczciwe. Dlatego przyjęliśmy Ustawę o zwiększeniu udziału obywateli w procesie wybierania, kontrolowania i funkcjonowania niektórych organów publicznych. Zgadza się, było sporo poprawek do tej ustawy, ale to świadczy o tym, że zarówno w Sejmie jak i w Senacie została wykonana bardzo duża praca legislacyjna, która uwzględniła także propozycje opozycji. I nie jest prawdą, że opozycja nie ma wpływu na tworzone prawo, bo ma i to jest jeden z przykładów. Ta ustawa odpowiada na ogólne potrzeby społeczne. Jeśli chodzi o jej główne założenia, to pozostawiono JOW w miejscowościach do 20 tys. mieszkańców. To jest z jednej strony dobre i nie dobre. Dobre, bo rzeczywiście komitety lokalne mają sporą szansę zaistnieć w samorządzie, a złe, bo często różnorodność pomysłów i poglądów na lokalną politykę jest tak duża, że włodarzowi takiej gminy ciężko jest dojść do porozumienia z wieloma różnymi stronami. Mimo to, utrzymaliśmy JOW-y, bo taki był apel wielu lokalnych społeczności z mniejszych ośrodków.

 

Oprócz tego wydłużono kadencję do 5 lat i wprowadzono limit dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Myślę, że dwukadencyjność jest zmianą kluczową i niezwykle potrzebną. Widzimy i wcale daleko wzrokiem nie musimy sięgać, że w gminach, gdzie włodarze rządzą od kilkunastu lat lub dłużej, tworzą się nieformalne zależności, często działają wbrew lokalnym społecznościom, obdarzając je np. uciążliwymi inwestycjami. Zależności są tak duże, że ludzie boją się otwarcie popierać opozycję, bo jeszcze wójt zobaczy, a tu żona w szkole pracuje, synowa w urzędzie gminy… Dlatego uważamy, że zmiana powinna następować po maksimum dwóch kadencjach. To pozwoli na większą rotację kadr, na wejście do samorządów ludzi młodych, na większą kreatywność i realizację nowych pomysłów. Dwie pięcioletnie kadencje zapobiegną zabetonowaniu lokalnej sceny politycznej w samorządach. A dobrzy samorządowcy po 10 latach skutecznego zarządzania gminą czy miastem na pewno szybko znajdą nowe zatrudnienie. Tacy ludzie są bardzo poszukiwani na rynku pracy. Ważny jest również zapis w ustawie, który uniemożliwia jednoczesne kandydowanie na wójta gminy lub burmistrza miasta i do rady powiatu. Na lokalnym przykładzie widzieliśmy, że do powiatu kandydowali często włodarze gmin, po to, aby zaraz po wyborach rezygnować z mandatu radnego powiatowego. Na ich miejsce wchodzili czasami kolejni ludzie z listy z bardzo małym poparciem. To było nieuczciwe.

 

Znacząco zmieni się także sam proces przeprowadzania wyborów, który ma być bardziej przejrzysty.
Pojawią się przezroczyste urny, kamery w lokalach wyborczych. Wprowadzone zostaną dwie komisje – jedna będzie przeprowadzała wybory, a druga zajmie się liczeniem głosów. To będzie sprzyjało przejrzystości. Nastąpiło pewne rozluźnienie, bywało tak, że w lokalu wyborczym zostawała jedna czy dwie osoby, reszta korzystała z przerwy. Potem, gdy przychodziło do liczenia głosów, ludzie byli już zmęczeni i pojawiały się błędy. Trzeba doprowadzić do sytuacji, w której wybory będą klarowne i w każdym momencie do sprawdzenia, a to umożliwią kamery. Nie wprowadzamy niczego, czego nie ma już w krajach zachodnich.

 

Wrócę jeszcze do końcówki roku. To był emocjonujący czas, podczas którego debatowano między innymi nad zmianami w sądownictwie. Polityczna atmosfera była napięta, a jej medialne skutki dotknęły także Panią. Przez kilka dni w mediach głośno było o zaskakujących zarzutach opozycji, jakoby przeprowadziła Pani nielegalne głosowanie, w którym rzekomo brakowało kilku osób do kworum. Jak Pani odbierała te medialne ataki?
Podeszłam do tego z dużym dystansem, bo ja wykonuję swoje obowiązki bardzo solidnie. Wiedziałem, że to co piszą jest nieprawdziwe więc absolutnie nie miałam sobie nic do zarzucenia. To głosowanie odbyło się w bloku głosowań, między tym, a poprzednim minęło kilkanaście sekund i wszyscy byli na sali. Nie wystarczy wyjąć karty do głosowania, żeby nie uczestniczyć w kworum, które składa się z senatorów będących na sali obrad. Lista obecności była podpisana przez 73 senatorów i tylu było na sali, a że wyjęli kartę? To znaczy, że nie głosowali, ale kworum stanowili. To nie tylko moja opinia, ale także biura prawnego Senatu RP. Ta sytuacja była bardzo dziwna i niepokojąca, bo senatorowie opozycji starają się sięgać po niestandardowe środki, czym zrównują Senat z Sejmem. Bardzo nas to martwi, bo Senat charakteryzował się kulturalną i wyważoną dyskusją. Niemniej, ja jestem osobą spokojną i pomimo różnych prób, trudno mnie wyprowadzić z równowagi.

Mateusz Majewski

WARTO ZOBACZYĆ

24 maja na obiektach Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Węgrowie Akademia Siatkarskich Ośrodków Szkolnych podsumowała sezon 2017/2018.   Akademia finansowana jest ze środków powiatu [...]

Do nieprawdopodobnej wręcz historii doszło w piątek około godz. 18 na trasie Ruchna – Szaruty. Wedle naszych informatorów, dwa pojazdy z zamaskowanymi sprawcami próbowały zatrzymać samochód [...]

  21 maja na Rynku Mariackim nastąpiło otwarcie wystawy „Ojcowie Niepodległości” przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej przy okazji 100-lecia Niepodległości.   Wystawa [...]

Wengroove HIP-HOP Festiwal już po raz trzeci zagości na Rynku Mariackim w malowniczym Węgrowie. 28 lipca fani rapu będą mogli wziąć udział w największym na wschód od Warszawy letnim festiwalu [...]