08 - 11 - 2017

Remont uchroni przed zamknięciem

Reklama

Szkoła Podstawowa Nr 1 im. Baonu Nadbużańskiego Armii Krajowej to placówka legendarna, a jej korzenie sięgają aż 1906 roku. Przez wiele lat niepokój wzbudzał jej stan techniczny. Drewniana szkoła w końcu doczekała się gruntownego remontu, dzięki czemu już nikt nie będzie myślał o jej zamknięciu. O inwestycji opowiedziała nam dyrektor Magdalena Sobiczewska.

 

Po wielu latach walki o byt, udało się Wam w końcu zyskać godne warunki do pracy i nauki. Skąd wzięły się środki na ten remont?

To były środki unijne. Pan burmistrz był całym sercem i duszą za tym, żeby najstarsza w gminie szkoła, której początki sięgają 1906 roku, mogła pracować w porządnych warunkach. Nasza placówka to duże dziedzictwo. Wychowało się tu wiele pokoleń. Niektóre kobiety w sędziwym wieku do dziś przyprowadzając na lekcje swoje prawnuki, chętnie zaglądają do szkoły, aby zobaczyć jak teraz wygląda ich dawna sala. Początki tego budynku to rok 1939, czy bardzo znaczący dla nas czas. Niewątpliwie jesteśmy szkołą o dużym bagażu historii i myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, że jesteśmy znaczącym elementem na mapie gminy i powiatu. Środki na inwestycję się znalazły, chociaż nie był to łatwy temat. Budynek był budowany czynem społecznym, a jego konstrukcja była drewniana. Nie wiedzieliśmy czego się można spodziewać, było to dla nas duże wyzwanie. Ostatecznie środki pojawiły w tym roku, więc wszyscy byliśmy szczęśliwi i zarazem pełni niepokoju, bo zakres prac był bardzo szeroki. Pracę rozpoczynały się od podwalin do samego dachu, tak naprawdę została sama konstrukcja. Patrzyłam na to z zaciekawieniem jak sytuacja się rozwinie. Firma, która podjęła się termomodernizacji i kapitalnego remontu stanęła na wysokości zadania. W ciągu dwóch miesięcy, rozpoczynając pracę na przełomie czerwca i lipca, a kończąc na początku września uporała się z tym trudnym zadaniem.

Co wchodziło w zakres inwestycji?

Wymieniliśmy podłogi, ociepliliśmy strop i dach, wymieniliśmy instalację elektryczną, zmieniło się także oświetlenie. Bardzo ważnym elementem remontu było zrobienie centralnego ogrzewania (gazowego). Byliśmy jedyną szkołą, która miała jeszcze piece kaflowe, budowane w stylu niemieckim. Pracowaliśmy w ciężkich warunkach, niemniej jednak udało się nam w końcu wejść na wyższy poziom. Pan burmistrz zaangażował się w tę inwestycję bardzo mocno, bywał na terenie budowy kilka razy dziennie, aby dopilnować postępów prac. Jestem mu za to bardzo wdzięczna, bo bez jego przychylności inwestycja nie pojawiłaby się do dziś. Mamy warunki godne XXI wieku. Obok mamy także budynek murowany, który zostanie dostosowany do warunków potrzebnych do prowadzenia przedszkola. W tej chwili trwają tam pracę. Cała inwestycja, która trwa na obu obiektach ma zakończyć się w kwietniu przyszłego roku, więc od września ruszymy także z przedszkolem. To cieszy, bo dla tego terenu gminy nasza szkoła jest bardzo ważna, bo po zamknięciu przejazdu kolejowego druga strona miasta została w zasadzie odcięta.

 

Przez lata bywając na terenie gminy, zapamiętałem Panią przede wszystkim z ogromnej pasji do pracy pedagogicznej. Dla Pani jest to zatem ogromna radość, że po tylu latach placówka, którą Pani zarządza doczekała się modernizacji. Myśli Pani, że dzieci także zauważają, jak wiele zmieniło się w ich szkole?

Dzieci są bardzo zadowoleni, podobnie zresztą jak ich rodzice. Ten rok jest dla nas trudny, ale rodzice podchodzą do sprawy w sposób odpowiedzialny i z dużym zrozumieniem. Nawet jeśli pojawiają się jakieś trudności, to przychodzą do mnie i prowadzimy dialog. To bardzo ważne, bo pokazuje to, że oni też chcą nam pomóc. Każdy miał świadomość, jak dużym wyzwaniem była ta inwestycja i każdy jest z niej zadowolony. Na społeczność jest silnie ugruntowana, a to chociażby dlatego, że w przeszłości pojawiała się inicjatywa, aby naszą placówkę po prostu zlikwidować. Rodzice zawsze nam pomagali w trudnych sytuacjach.

 

Wspomniała Pani o tym, że pojawiały się pomysły zamknięcia placówki. Ta inwestycja jest zatem pewnego rodzaju gwarantem istnienia?

Tak, to daje nam pewność, że szkoła nie zostanie zamknięta. Pomysły likwidacji były bardzo poważne i zawsze z rodzicami walczyliśmy ramię w ramię, aby najstarsza szkoła w gminie dalej mogła kształcić pokolenia. To były pochopne decyzje, które wynikały jednak z ciężkich warunków pracy. Tutaj należy się ukłon do rodziców i nauczycieli, że pomimo tego, że warunki były tak ciężkie, to ci chcieli przyprowadzać nam swoje dzieci. Większość z nich twierdziło, że nie warunki i nie mary, a atmosfera i wyniki szkoły są najbardziej istotne.

 

Nie posądzam Panią o zachłanność, ale zuchwałość w planowaniu nie jest czymś negatywnym. Jakie są Pani kolejne marzenia pod kątem inwestycyjnym? Potrzeby na pewno, pomimo tej inwestycji, są w dalszym ciągu duże.

Mamy dwa marzenia, ale czymś, co jest dla mnie bardzo ważna jest dobudowa zaplecza gastronomicznego. Mamy bardzo trudne warunki w tym zakresie. Przygotowujemy w tym momencie codziennie 200 obiadów dwudaniowych dla dzieci. Są to tanie obiady. My nie chcemy wchodzić w catering, bo są to duże koszty, a ponadto nie mielibyśmy wówczas kontroli nad jakością obiadów. Mamy dobrą kucharkę, dzieci jedzą na naszej stołówce, ale nasze zaplecze gastronomiczne pozostawia wiele do życzenia.

 

A drugie?

Drugie marzenie to sala gimnastyczna z prawdziwego zdarzenia. Nie potrzebujemy żadnej hali, ale chcielibyśmy móc zapewnić dzieciom jeszcze lepsze warunki do uprawiania sportu. Mamy osiągnięcia sportowe, ale niestety w wychowaniem fizycznym jest problem. Latem zajęcia prowadzimy na dworze, gdzie mamy boiska, lecz jeśli aura jest niesprzyjająca, wtedy pojawia się problem. Marzymy o takiej sali.

 

Czyli jednym słowem miejsce do jedzenia i miejsce do spalania zbędnych kalorii.

Dokładnie tak. No i jeszcze dorzucę może remont placu zabaw, ale w tej kwestii poczyniliśmy już pewne kroki, choć szczegółów na razie zdradzać nie będę.

 

Kończąc, chciałbym zapytać o to jak poradziliście sobie z reformą oświaty, która dotknęła wszystkie placówki na terenie kraju. Reorganizacja pracy dała się Państwu we znaki?

Do reformy zaczęliśmy się przygotowywać już w poprzednim roku szkolnym, nauczyciele odbyli szkolenia dotyczące nowej podstawy programowej. To było najpilniejszym elementem, aby nauczyciele rozpoczynając rok szkolny weszli do pracy ze świadomością tego, co ich czeka. Nie było jakichś wielkich trudności. Oczywiście, to wszystko jest dla nas nowe, ale to nie jest nasza pierwsza reforma, a każdą z nich trzeba było przeżyć i wdrożyć. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mając 16-letni staż pracy na tym stanowisku nie było to jakimś ogromnym problemem. Owszem, na trudności napotykaliśmy, ale na wszystko udawało się na bieżąco znajdować rozwiązania. Pierwszy rok jest zawsze rokiem trudnym, ale jeśli są jakieś niedociągnięcia, to jest niwelujemy. Reforma była konieczna.

Mateusz Majewski

WARTO ZOBACZYĆ

Szkoła Podstawowa Nr 1 im. Baonu Nadbużańskiego Armii Krajowej to placówka legendarna, a jej korzenie sięgają aż 1906 roku. Przez wiele lat niepokój wzbudzał jej stan techniczny. Drewniana szkoła [...]

Towarzystwo Miłośników Ziemi Węgrowskiej już po raz dziesiąty zorganizowało kwestę na węgrowskim cmentarzu rzymskokatolickim. W tym roku zebrano kwotę 4442 zł. Kwesta odbyła się również w [...]

Choć niewielu z Was wie, na terenie powiatu węgrowskiego, w otulinie Parku Nadbużańskiego, funkcjonuje nowoczesny Dom Opiekuńczo-Rehabilitacyjny. Firma ITAMED od dwóch lat przyciąga coraz więcej [...]

Dokładnie dziś mija 2. rocznica śmierci wieloletniego burmistrza Łochowa, Mariana Dzięcioła. W związku z tym, zapraszamy do chwili refleksji przy fotorelacji z Jego pogrzebu, który odbył się 3 [...]