Zamknij
REKLAMA

Ewa Besztak: Już teraz zabiegamy o przyszłość

12:50, 19.12.2018 | M.M
REKLAMA

Choć ciężko w to uwierzyć, jest dopiero pierwszym starostą pochodzącym ze stolicy powiatu. Jest jedyną osoba, która w samorządzie powiatowym zasiada odkąd powstały powiaty. Była zarówno w koalicji rządzącej, jak i w opozycji. Doświadczenie zbierała jako wicestarosta już osiem lat temu, a teraz przyjdzie jej przez najbliższe pięć lat rządzić Powiatem Węgrowskim. Zapraszamy do lektury wywiadu z Ewą Besztak, Starostą Węgrowskim. 


Jak się Pani odnajduje w nowej rzeczywistości? Samą pracę w powiatowym samorządzie zna Pani bardzo dobrze, ale w gabinecie starosty dotychczas bywała Pani tylko jako gość, a w przeszłości także jako współpracownik. Zdążyła się Pani już zadomowić w nowym biurze?

Sam gabinet nie jest mi miejscem obcym, bo przecież w Samorządzie Powiatu Węgrowskiego jestem już szóstą kadencję – od samego początku istnienia powiatów. Przede wszystkim chciałabym za to podziękować, bo to ogromne wyróżnienie, tym bardziej, że udało mi się to osiągnąć jako jedynej. Bywałam w gabinecie starosty jako radna, ale także jako wicestarosta. Od momentu wyboru mój kalendarz jest tak wypełniony, że przyznaję, że nawet nie miałam czasu przejrzeć szaf w gabinecie. Mam bardzo dużo spotkań, rozmów, wizyt. Oprócz wdrażania się w bieżące sprawy, już musimy zabiegać o przyszłość, zatem przyznaję, że nie zdążyłam się jeszcze w fotelu starosty wygodnie rozsiąść nawet na chwilę. 

Czyli pomimo znajomości zasad funkcjonowania powiatu nie da się przeskoczyć intensywnego okresu wdrażania w nowe obowiązki?

Byłam wicestarostą przez cztery lata, niemniej jednak potem z wieloma sprawami nie miałam do czynienia. Trzeba zdiagnozować pewne problemy, zobaczyć z czym ma się do czynienia, aby móc skutecznie pracować lub usprawniać niektóre procesy. To czas bardzo intensywny, który uzupełniony wieloma wydarzeniami przedświątecznymi generuje dużą liczbę spotkań. One wbrew pozorom są bardzo ważne, bo integrują ludzi. Taka jest nasza tradycja, a my też chcemy uczestniczyć w tych spotkaniach, żeby poznać naszych współpracowników z różnych jednostek, porozmawiać z nimi. Tego się od nas wymaga.

Oprócz pracy poznawczej i spotkań kurtuazyjnych, nowy zarząd ma przed sobą także inne wyzwania. Między innymi jest nim przyszłoroczny budżet, który przygotowywał jeszcze Pani poprzednik. Domyślam się, że zechce Pani nanieść swoje poprawki do przyszłorocznych planów?

 Nasza ordynacja wyborcza, jak wiele spraw w naszym życiu, nie jest doskonała i faktycznie jest tak, że wybory późną jesienią powodują, że dziedziczymy po poprzedniej władzy przygotowany budżet na kolejny rok. Trzeba jednak pamiętać, że osoby, które rządziły wcześniej to doświadczeni samorządowcy, którzy w tej chwili są w Radzie Powiatu. Wiele założeń jest prorozwojowych, takich jak budowa dróg czy wsparcie dla różnych placówek. My analizujemy ten budżet i trudno się dziwić, ale na niektóre sprawy mamy nieco inne spojrzenie. Budżet musimy uchwalić do końca grudnia, więc czasu nie mamy zbyt wiele. Trudno wprowadzać rewolucyjne zmiany. Mamy swoje spostrzeżenia i swoje propozycje na to, aby budżet nieco zmienił swój kształt. Czy nasze propozycje znajdą się w budżecie już na koniec grudnia? Tego nie wiem, ale na szczęście jest to dokument, który może zostać modyfikowany w trakcie roku budżetowego i pewnie tak  będzie. 

Podczas wyborów Pani ugrupowanie proponowało mieszkańcom konkretne projekty. Domyślam się, że ma Pani swoje priorytety w działaniach. Patrząc na najbliższe miesiące, czego mogą spodziewać się mieszkańcy?

Mamy trochę łatwiejszą sytuację, bo bardzo dużo pracowaliśmy nad programem wyborczym. Będąc w radzie przez tyle kadencji miałam dobry ogląd sytuacji powiatu, a to wszystko zostało uzupełnione wizją innych dobrych samorządowców z mojego ugrupowania. Mając tę wiedzę stworzyliśmy program, który jest ogólnie dostępny i podejrzewam, że każdy kto był zainteresowany wyborami miał możliwość zapoznania się z nim. Między innymi mówiliśmy o drogach powiatowych. Mamy zamiar wykorzystać wszystkie możliwości dofinansowań zewnętrznych. Do tej pory sporo inwestycji było dofinansowanych, ale nie sięgano do wszystkich możliwych źródeł. Mówię chociażby o „Funduszu Klęskowym”, z którego można pozyskiwać środki na remonty dróg, które w wyniku złych warunków atmosferycznych stają się nieprzejezdne lub - mówiąc kolokwialnie – rozpadają się. Rusza duży program pod nazwą Fundusz Dróg Samorządowych, dzięki któremu będziemy mogli pozyskiwać aż 80% kosztów inwestycji drogowych. Będziemy sięgać po te środki, oczywiście nie rezygnując z innych możliwości, które proponuje między innymi Samorząd Województwa Mazowieckiego. Chcemy w tym zakresie silnie współpracować z samorządami gminnymi. Jestem już po indywidualnych rozmowach z prawie wszystkimi wójtami i burmistrzami z terenu naszego powiatu, ale chciałabym jeszcze tuż po Nowym Roku spotkać się w pełnym gronie na konwencie wójtów i burmistrzów, aby przedyskutować między innymi kwestie wspólnych inwestycji drogowych.

Rozumiem, że pomysł na współfinansowanie dróg powiatowych jest podobny do tego, który funkcjonował do dziś? Nie porzuca Pani zasady złotówka do złotówki? 

Wszyscy wójtowie, z którymi rozmawiałam, mówią jasno, że jeżeli chodzi o drogi, na które znajdą się dofinansowania zewnętrzne, nie będzie problemu z pokrywaniem połowy kosztów wkładu własnego. 

Wśród niektórych samorządowców istnieje przekonanie, że to zła zasada w momencie, kiedy inwestycja realizowana jest wyłącznie ze środków własnych. Wtedy biedny samorząd gminny musi wykładać 50% środków na remont drogi powiatowej. Przeciwnikiem takiego rozwiązania jest przede wszystkim wójt gminy Grębków, Bogdan Doliński. 

To jest inna kwestia. Nie dziwię się tym głosom, bo każdy umie liczyć. Nie wiem jednak, czy w chwili obecnej będziemy w ogóle budować tego typu drogi, bo jest tak wiele możliwości pozyskiwania środków, że raczej nie będzie potrzeb remontowania dróg z „własnej kieszeni”. To jest w tym momencie nieopłacalne. Znam sytuację gmin mniej zamożnych i wiem, że znalezienie w ich budżetach 50% kosztów inwestycji to duży problem. 

Drogi to ważna kwestia, ale dla Pani sprawą istotną zawsze jest także oświata. Jakie plany związane z tym sektorem? Co z kwestią Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego i ewentualnego zakupu Gimnazjum Gminy Liw?

To dla mnie ważny temat. Niestety warunki, w jakich pracuje SOSW są dramatyczne i konieczne jest pilne działanie, które poprawi tę sytuację. Obecny budynek jest z 1938 roku, stan techniczny jest bardzo słaby, a warunki niegodne tego miejsca. Nie ma w regionie takich miejsc. To uwłacza godności człowieka i dobrej pracy, która jest tam wykonywana. Ośrodek pomimo tych warunków spełnia swoją rolę. To, że pani dyrektor potrafi zmotywować ludzi do pracy i widzieć w tym same plusy to chwała jej za to, ale niestety, tak dłużej nie da się funkcjonować. Mamy przecież decyzję sanepidu, że do końca sierpnia musimy wykonać gruntowny remont, bo jeśli nie, to jest zagrożenie zamknięcia tego budynku. W tym wypadku gruntowny remont to wymiana wszystkiego. Dachu, instalacji, ścian, podłóg. Jaki jest sens wydawania olbrzymich pieniędzy na generalny remont, skoro i tak zostanie nam stary budynek? Są dwie możliwości: zbudować nowy obiekt, albo zaadaptować do naszych potrzeb budynek sąsiedni. Budynek ten jest ładny, nowoczesny. Wiadomo, że wymaga adaptacji, bo był budowany dla szkoły masowej, ale z uczniami niepełnosprawnymi. Mamy zatem już gotowe łazienki dla niepełnosprawnych, podjazd, windę i inne udogodnienia. Teraz należy oszacować koszty adaptacji, przygotować koncepcję tak, aby szkoła była odpowiednia dla potrzeb Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego. 

Była możliwość pozyskania części potrzebnych środków na przejęcie budynku z Budżetu Państwa.

To prawda,  że powinniśmy przejąć ten budynek . My wskazywaliśmy możliwości sfinansowania. Mówiłam o tej sprawie na naszych spotkaniach klubu PiS. W sprawę zaangażowała się pani marszałek Maria Koc, poprosiłam nawet o umożliwienie wizyty Pierwszej Damy, żeby ta sprawa mogła być szczęśliwie zakończona. Były rozmowy z panią premier Beatą Szydło, rozmawiałam także z premierem Mateuszem Morawieckim i była chęć pomocy. Ale niestety nie udało się. 

Były starosta proponował na przykład pawilon przy ZSP im. Jana Kochanowskiego w Węgrowie.

Owszem, ale to chyba nie jest dobra propozycja, zresztą już pan dyrektor ZSP zgłaszał mi, że będzie trzeba pochylić się także nad poprawieniem warunków w tej placówce, co jest sprawą naturalną przy reformie oświatowej, gdzie ilość osób w szkołach ponadgimazjalnych się zwiększa. Ośrodek, który się rozwija, gdzie pozyskujemy młodzież i dzieci z sąsiednich powiatów, cieszy się świetną reputacją w regionie, współpracuje z kilkoma wyższymi uczelniami, w którym odbywają się praktyki dla studentów, ośrodek, który zaczyna się specjalizować w pomocy dla osób autystycznych, organizuje ogólnopolskie konferencje nie może sobie pozwolić na przejście do takiego pawilonu. To dla ośrodka jest jak wyrok. Nie możemy do tego dopuścić. Sugestia pani premier Szydło i później pana premiera Morawieckiego była taka, żebyśmy wystosowali wniosek do rezerwy ogólnej, która daje możliwość pozyskania nawet 80% kosztów inwestycji zakupu i dostosowania do potrzeb ośrodka. 

Pani poprzednik mówił, że dopóki on będzie rządził, nie będzie tematu kupna budynku po Gimnazjum Gminy Liw. Rozumiem, że teraz temat wraca?

Jeśli Gmina Liw wyrazi wolę sprzedaży, to wracamy do rozmów od zera. Zrobimy wówczas swoją wycenę i kosztorys adaptacyjny i złożymy wniosek do rezerwy budżetowej. Moja pierwsza wizyta jako starosty była u Wojewody Mazowieckiego pana Zdzisława Sipiery z panią marszałek Marią Koc i wicestarostą Markiem Renikiem. Rozmawialiśmy właśnie na ten temat. Otrzymaliśmy wstępne pozytywne deklaracje, a zarząd powiatu podjął już decyzję o rozpoczęciu oficjalnych rozmów z Gminą Liw. Decyzja poprzedniego zarządu została wycofana. Jak tylko Gmina Liw potwierdzi wolę współpracy, nasi pracownicy rozpoczną pracę nad wnioskiem. Musimy być gotowi. Jeśli wszystko powiedzie się po naszej myśli, przeniesiemy Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy do przystosowanego budynku po Gimnazjum Gminy Liw.


SOSW to jednak nie jedyna instytucja oświatowa, która czeka na polepszenie warunków.

Mamy oczywiście na uwadze złe warunki w ZSP w Węgrowie oraz w ZSP w Łochowie. W przypadku wejścia w życie reformy oświatowej, która od września 2019 wprowadzi do szkół podwójne roczniki sprawia, że musimy o tym  myśleć. Przez wiele lat mieliśmy po 3 roczniki w liceach i 4 w technikach, a teraz będzie odpowiednio 4 i 5. W ZSP w Węgrowie pawilony są w kiepskim stanie, szczególnie jeden. Będziemy musieli pochylić się także nad warunkami lokalowymi także w Łochowie i z tym się będziemy mierzyć. 

To kwestie inwestycji w infrastrukturę, a co z samą oświatą rozumianą jako inwestycja w młodzież?

Jesteśmy już po spotkaniu z dyrektorami placówek oświatowych, aby wspólnie zastanowić się nad profilami kształcenia. W styczniu powinniśmy wiedzieć już więcej o tym, co będziemy mogli zaproponować uczniom. Myślimy także o wspólnej promocji, o filmie, który promowałby szkoły powiatu węgrowskiego. Choć ten  rok będzie dobry dla naszej oświaty, to już teraz musimy zacząć pracę nad tym, aby w kolejnych latach nasze szkoły były pierwszym wyborem kandydatów. Trzeba docierać do młodzieży i rodziców z atrakcyjną ofertą, popartą wynikami w nauce i możliwościami zatrudnienia. Ważne jest szkolnictwo zawodowe i techniczne, ale chcielibyśmy także podnieść poziom w klasach ogólnokształcących. 


Pani poprzednik wraz z członkami zarządu zasiadają w Radzie Powiatu jako radni. Jak Pani zapatruje się na współpracę z „konkurentami”? Po wielu latach rządzenia na pewno aktualna opozycja ma dużą wiedzę o zasadach funkcjonowania samorządu i z pewnością będzie się skrupulatnie przyglądać Pani pracy.

Ja nie mam konfliktowego charakteru. Jestem w kontakcie z przewodniczącym  i wiceprzewodniczącym klubu Wspólna Droga, czyli z panem Andrzejem Kruszewskim i Krzysztofem Fedorczykiem. Pewne rzeczy omawiamy wspólnie. Ja jestem w powiecie szóstą kadencję i przez ten czas konfiguracje koalicyjne były bardzo różne.

Przypomnijmy, że 8 lat temu Pani została wicestarostą, kiedy starostą był Krzysztof Fedroczyk. 

Współpracowałam z panem Fedorczykiem i panem Kruszewskim. Mieliśmy umowę koalicyjną i wspólnie realizowaliśmy różne projekty i inwestycje. Ja dopóki  będę mogła utrzymać współpracę to będę to robiła. A to, że jakieś różnice będą to tego również się spodziewam, zwłaszcza, że kalendarz wyborczy dalej płynie. Nasze wybory się skończyły i trzeba się wziąć do pracy. Ludzie oczekują dróg, zmian w oświacie i udogodnień w urzędzie.

(M.M)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA
REKLAMA
© gwio.pl | Prawa zastrzeżone