Zamknij
REKLAMA

Marcin Piotrowski, nowy prezes SM "Podlasianka" [WYWIAD]

09:28, 10.08.2020 | M.M
REKLAMA

W Spółdzielni Mieszkaniowej "Podlasianka" w Węgrowie nastąpiła wymiana pokoleniowa. Wieloletni prezes Jerzy Szczęśniak odszedł na emeryturę, a jego miejsce zajął Marcin Piotrowski. Z nowym prezesem porozmawialiśmy o jego wizji, trudach pracy w spółdzielni, inwestycjach i wysokich cenach mieszkań w Węgrowie.

Mateusz Majewski: Za dwa lata Spółdzielnia Mieszkaniowa „Podlasianka” będzie świętowała 60-lecie istnienia. To ważna w kontekście historii i rozwoju Węgrowa instytucja, a na jej czele nowa i młoda osoba. Ciężko było przejąć przysłowiową „pałeczkę” po wieloletnim prezesie Jerzym Szczęśniaku? 
Marcin Piotrowski: Ponad 30 lat prezesem był pan Jerzy Szczęśniak i trzeba przyznać, że na stanowisku tym zrobił bardzo dużo, bo w momencie kiedy obejmował to stanowisko, spółdzielnia była w kiepskim stanie – i finansowo, i technicznie. To były trudne czasy, nieporównywalne do dzisiejszych. Ciepło i woda były nieopomiarowane, wszystkie kotłownie były węglowe, węgla brakowało to i ciepła brakowało. Kluczowe były tamte działania, czyli proces modernizacji kotłowni na gazowe, które na tamte czasy były jedynymi z najnowocześniejszych. Z wielu miejsc z Polski przyjeżdżały nawet wycieczki i delegacje, aby obejrzeć rozwiązania naszej spółdzielni. W skali kraju był to duży krok do przodu, a w ślad za nim przyszło opomiarowanie wody i ciepła, początkowo kontrowersyjne, choć dziś już nikt nie ma wątpliwości, że to dobra decyzja, bo ograniczająca koszty diametralnie. Prezes Jerzy Szczęśniak miał przed sobą wiele wyzwań i zrobił dla spółdzielni naprawdę dużo. Patrzę na to realnie i muszę przyznać, że może być ciężko mu dorównać. 

Odnoszę wrażenie, że przejmujesz władzę w spółdzielni w nieco podobnym momencie – dziś jednak twoim wyzwaniem jest zielona energia i ekologiczne rozwiązania.
Oczywiście bardzo bym chciał przysłużyć się spółdzielni swoją pracą. Przy okazji zielonej energii już nawet miałem taką zabawną historię, kiedy kilka dni po tym, jak zostałem prezesem, na dachu budynku spółdzielni pojawiła się ekipa, która montowała panele fotowoltaiczne. Oczywiście przygotowania do tego rozpoczęły się dużo wcześniej, ale i tak spotkałem się z głosami, że przyszedł nowy prezes i od razu są panele na dachu. To było oczywiście planowane dużo wcześniej, ale mówiąc poważnie, między innymi w tym kierunku będziemy chcieli iść. 

Zanim porozmawiamy o kierunkach i planach rozwoju, chciałbym zapytać o twoją przeszłość w spółdzielni. Nie wziąłeś się na stanowisku prezesa znikąd, pracowałeś w „Podlasiance” już długo. Czym się zajmowałeś i jaką drogę przebyłeś, aby zająć stanowisko prezesa?
Pracę tu rozpocząłem w 2012 roku. Spółdzielnia poszukiwała wtedy pracownika technicznego, który zająłby się gospodarką zasobami mieszkaniowymi, zajmowałem się planowaniem przeglądów budynków oraz bieżącym reagowaniem na kwestie techniczne. Miałem pewne doświadczenie w budownictwie, bo zaczynałem w młodości od najniższego szczebla, dorabiając sobie wakacyjnie na budowie, a później, po liceum rozpocząłem studia właśnie o tym kierunku (budownictwo – przyp.red.). Będąc już studentem przyszedłem na rozmowę o pracę, mój profil pasował idealnie do stanowiska, dodatkowo byłem perspektywiczny, bo cały czas się rozwijałem. Tak rozpoczęła się moja przygoda. Dzięki temu doświadczeniu miałem okazję świetnie poznać stan techniczny wszystkich naszych budynków, bo każdy obszedłem od piwnicy aż po dach. W między czasie skończyłem studia, zostałem inżynierem budownictwa i dalej pracowałem w spółdzielni. Była perspektywa awansu i to mnie motywowało. Wiedziałem, że kiedyś w zarządzie musi nastąpić pewna wymiana pokoleniowa. Pracowałem najlepiej jak potrafiłem, aby się wykazać. Rada Nadzorcza to doceniła, w 2018 roku zostałem członkiem zarządu, później w październiku 2019 roku awansowałem na zastępcę prezesa, a od 1 kwietnia 2020 roku zostałem prezesem. 

Wiem, że prezes takiej instytucji często boryka się nie tylko z problemami technicznymi, ale także społecznymi i komunikacyjnymi. Spółdzielnia zrzesza wielką grupę mieszkańców, a zarządzanie wiąże się z podejmowaniem decyzji, czasem także tych niepopularnych. Kontrowersje budzą różne sprawy, między innymi też temat rozliczania ciepła, nie boisz się konfrontacji z potencjalnymi niezadowolonymi mieszkańcami, którzy na pewno będą się pojawiać, tak jak pojawiali się zawsze? 
Pracuję w spółdzielni od wielu lat, pracując w dziale technicznym zaczynałem od najniższego szczebla. W naszej Spółdzielni są dwie dziedziny, które budzą najwięcej problemów i emocji – kwestie finansowe i techniczne. Dla mieszkańców liczy się to, żeby wszystko działało, żeby na głowę nie leciało i żeby było tanio, a naszym zadaniem jest pracować w taki sposób, żeby tak było. Przez lata mojej pracy byłem pierwszą osobą, do której mieszkańcy przychodzili ze swoimi problemami. To ja odbierałem telefony, że nie działa wentylacja lub przecieka dach. Pamiętam jak po siedmiu latach podniesiona została opłata eksploatacyjna, wtedy też rozdzwoniły się telefony i to ja musiałem tłumaczyć mieszkańcom z czego ta podwyżka wynika. Mam więc doświadczenie także w kontakcie bezpośrednim ze spółdzielcami. Wiele rozmów już przeprowadziłem, więc nie będzie to dla mnie nic nowego. Znam problemy, wiem z czym mogą do mnie mieszkańcy przychodzić, a przede wszystkim wiem jak im te sprawy wytłumaczyć, bo czasem jak ktoś czegoś nie rozumie to się denerwuje. Nie można mieć do ludzi o to pretensji, bo często są to bardzo zawiłe procesy, chociażby takie jak rozliczanie ciepła.

Od kwietnia jesteś prezesem, widziałem, że jakiś czas temu powstała nowa strona internetowa spółdzielni, to pewnie jeden z pierwszych owoców twojej pracy. Jakie są dalsze plany na przyszłość?
Tak, strona internetowa to coś, co uznałem za konieczność w dzisiejszych czasach. Wcześniej mieliśmy taki wewnętrzny portal, elektroniczne biuro obsługi klienta, gdzie można było między innymi sprawdzić swój stan rozliczeń. W ślad za tym postanowiłem, że mając e-BOK, można to rozszerzyć o portal ogólnodostępny z informacjami dla naszych mieszkańców, ogłoszeniami, a także informacjami dotyczącymi mieszkań na sprzedaż i lokali na wynajem. Jeżeli chodzi o plany na przyszłość, to kontynuujemy naszą pracę, czyli przede wszystkim budowa nowych budynków, ale także realizacja planu remontów budynków już istniejących. Dużą popularnością cieszą się remonty klatek w wysokim standardzie i będziemy to kontynuować. W tym roku zamontowaliśmy już także panele fotowoltaiczne, które pojawiły się na budynku siedziby spółdzielni oraz na kotłowni przy Al. Siedleckiej, to nasze dwa największe odbiorniki prądu i chcieliśmy przetestować te rozwiązania, aby być może w przyszłości stosować je częściej. Kolejnym działaniem, które będzie generowało oszczędności jest wymiana sieci centralnego ogrzewania na os. Mickiewicza i os. Słowackiego. To była sieć w bardzo starej technologii, którą zastąpiliśmy najnowszą, a jednocześnie najbardziej energooszczędną technologią dostępną na rynku. Jeśli jesteśmy przy temacie energooszczędności to warto wspomnieć o modernizacji naszych źródeł ciepła. Dwa z nich są już zmodernizowane i działają w oparciu o nowoczesne kotły kondensacyjne, w planie jest również modernizacja dwóch następnych. Wszystkie te działania mają na celu między innymi obniżenie kosztów produkcji ciepła.   

Warto wspomnieć o trwającej inwestycji przy ul. Polnej, gdzie powstaje nowy budynek mieszkalny. Jak idą prace i sprzedaż?
Prace budowlane rozpoczęły się wiosną, teraz budowana jest pierwsza kondygnacja. W chwili obecnej z 40 mieszkań mamy sprzedanych 33. To dla nas zaskakująco dobry wynik, bo tak naprawdę jeszcze dziury w ziemi nie było, a my już sprzedaliśmy większość lokali. Dzięki temu mieliśmy pewność, że możemy rozpoczynać tę inwestycję i nie będziemy mieli żadnych problemów ze sprzedażą mieszkań. Zakończenie budowy i przekazanie lokali nabywcom planujemy na ostatni kwartał przyszłego roku.


Wyzwaniem, przed którym stoisz jako prezes jest także brak gruntów pod budowę nowych budynków mieszkalnych. Z tego co wiem, trwająca inwestycja na ul. Polnej w zasadzie wyczerpuje wasze możliwości. To prawda?
Tak, grunt przy ul. Polnej był ostatnim wolnym miejscem. Problemem w naszym mieście jest plan zagospodarowania terenu, który uniemożliwia stawiania wyższych budynków niż cztery piętra, a fakt, że na ul. Polnej powstaje czteropiętrowy budynek też wymagał wielu działań, które opóźniły budowę. Wiadomo, że jeżeli ktoś kupuje mieszkanie w budynku wielorodzinnym, to chciałby mieć wszędzie blisko, a najlepiej, żeby budynek stał w centrum miasta. Kiedyś mieliśmy pomysł dokupienia gruntów, ale były to peryferie miasta i temat został porzucony. Mamy jeszcze jedną możliwość zmieszczenia dodatkowego budynku na os. Mickiewicza. Plan powstał jakiś czas temu i na razie nie jest zbyt zaawansowany, ale istnieje alternatywa, aby w miejscu obecnego parkingu strzeżonego przy tym osiedlu wybudować dodatkowy budynek. To jest jednak plan ostateczny, na wypadek, gdyby nie udało nam się pozyskać żadnych terenów. Mieszkań w Węgrowie ciągle brakuje, zainteresowanie wciąż jest, choć na pewien czas zaspokoiliśmy te zapotrzebowanie. Mówiąc o inwestycjach dodam, bo niewiele osób wie, ale mamy także trzy budynki w Łochowie. Tam mamy już gotowy projekt i pozwolenie na budowę bloku, bliźniaczego do tego, który powstaje w Węgrowie przy ul. Polnej.

Skoro jesteśmy przy mieszkaniach, muszę zapytać także o ich ceny. Węgrów często porównuje się do okolicznych miejscowości, gdzie mieszkania można nabyć sporo taniej. U nas jest drogo, bo taki jest rynek czy spółdzielnia próbuje zarobić więcej pieniędzy?
Ludzie pytają, dlaczego jest tak drogo, oskarżając nas, że na pewno spółdzielnia chce na tym zarobić. Rozczaruje wszystkich – spółdzielnia na budowie i sprzedaży mieszkań nie zarabia nawet złotówki. Nie pozwala na to prawo. Ceny kształtuje wyłącznie rynek. Odbywa się to w ten sposób, że zbieramy wszystkie koszty dotyczące inwestycji, czyli: wynagrodzenie wykonawcy budynku, cenę gruntu, który sprzedajemy razem z mieszkaniami, jest także obsługa pracowników naszej spółdzielni, którzy poświęcają czas na to zadanie przez ponad dwa lata. Ziarnko do ziarnka i zbierają się koszty, które dzielimy potem na ilość metrów, które sprzedajemy. Wtedy wychodzi cena. Słyszałem głosy, że spółdzielnia wykorzystując fakt, że w Węgrowie brakuje mieszkań, „dowaliła” mieszkańcom prawie 5 tys. za metr kwadratowy. To nie tak. Dla nas ta cena także była szokiem, bo cena za metr w poprzednim naszym budynku przy ul. Palloniego 2 wyniosła 3270 zł/m2 w pełnym wykończeniu, wystarczyło przynieść meble, wkręcić żarówki i można było mieszkać. Tu wyszło nam 4800 zł/m2 w stanie deweloperskim, a zasady ustalenia ceny tu i tu są identyczne. Największy wpływ na cenę miał wzrost kosztów wykonania. Warto jednak dodać, że budynek będzie zrobiony w bardzo nowoczesnej technologii, na dzisiejsze czasy powinien zaspokoić potrzeby nawet tych najbardziej wymagających mieszkańców. Będą tam windy, centralna klimatyzacja, centralna wentylacja i inne udogodnienia. Nie można po prostu porównywać Węgrowa do Sokołowa, bo jest zbyt dużo zmiennych, patrzmy za to na rynek lokalny, gdzie kupując mieszkanie u dewelopera trzeba za metr zapłacić sporo więcej. 

(M.M)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA
REKLAMA